Kochanie, czy mogę wziąć Cię pełną dłonią?
- Czy nie po to są Twoje wzniesienia i wklęsłości?
Czy po to nimi przyszłaś w ten Nowy Dobry Dzień? Miłości.
„w słowa myśli zaklęte
w ułamku cudzych myśli
my sami”
/cytat z
mysami.blox
/
Gdzie są te znaki dzięki którym nie jesteśmy sami
i kamienni.
I gdzie te ślady w których trwamy
po bezimiennych.
Koszarowa samotność
światła w krąg
ognie skupione w grotach.
Samotna kobieta rozluźniła twarz i wygładziła czoło
znużone opuściła ręce.
I odpoczywa po nieszczerych uśmiechach
chłodna już i biała
bezwstydem duszy i ciała.
- A może by kota
a może psa
może łzy w łazience
kapiący kran.
Gorąca struga w pierś
jak męskie ręce.
Wsłuchuje się we wszystko
kamienne blokowisko
i mruga
- bo to ludzie-mrówki
i ognie-żarówki
i nuda.
3.05.1988
Zawstydziła nas, sama zawstydzona
swą urodą.
Pogromczyni uwięziona setką zadziwionych oczu.
Czarnym kostiumem uniosła nieruchome ramiona,
czarny Anioł piękna i dobroci.
Patrzyłem wzruszony.
Ona to widziała.
Dyskretnie sprężona chłodem nadciągającego zmroku.
I szeptaną ironią tych co się wstydzili.
I moją,
tęsknotą.
POWAGA I MIŁOŚĆ WYMAGAJĄ ODWAGI.
Dopiero gdy z tobą ucieknie ktoś
dopiero ci pomoże.
Miast wskazywać drogę.
- Nikt nie patrzy! -
Ale nim postąpisz krok, rozglądnij się jak złodziej.
Bo jedynie słuszna racja, religią ubogich.
Ścigany przez megafony musisz przejść pustkowie
zapatrzonych w epizody.
Ale nie obawiaj się - znów nie zdarzyło się nic ważnego.
____________
- Często lakoniczne bywają ważkie słowa.
A najpiękniejszy widok - samotne drzewo.
Jesteś wyspą. -
PS. - Opisuję obrazy widziane cudzymi oczami. Może Felliniego.
Co tam burze!
- Są boską rzeczą.
Co tam gromy!
- To rześkość chwil.
Ale spokój...
Spokojem ktoś cię okaleczył
na całą resztę twoich dni.
I znów spotkałem śmierć na drodze.
- Górą, małym tłumkiem
ludzie w żałobnym szli pochodzie
- jedni ze szczerym, skrywanym,
drudzy z dumnym frasunkiem.
- A w dole kiermasz trwał nieustanny.
.........................................................
Tym razem nie śmierć na drodze,
ale miłość bezpierśną,
seksualną jałówkę.
- Przeprosiłem uprzejmie za to że nie mogę
i minąłem krawędzią, idąc w dalszą wędrówkę.
- A obok pili i pili za swój żywot niewieczny.
Wielu rzeczy mi brak
których nie chcę
od was
w darze z łaski.
- Wielu rzeczy
ale najbardziej
brak mi
woli
odwagi
niechęci do danin -
- odwagi i prawa do walki - ...
(o prawo do pragnień!)
- ... z wiatrakami.
Tamtego mi brak
i tego jeszcze
by woalki jedynie przydawały piękna
przestały być skrywaniem.
I często brak mi
milczenia
w rozmowach bez potrzeby.
- I pancerza od waszego natręctwa!
I od was! ... - niekiedy.
Tak - brak mi tego i owego
ale niczego od was nie chcę.
Niczym nie chcę z wami kramarczyć.
Proszę was tylko o jedno -
- pozwólcie mi
pozwólcie
mi o to walczyć!
Kłamała propaganda i nauka
a naród wierzył
- z zapobiegliwą obojętnością.
Skwapliwie.
I ja milczałem
brakiem słów gniewny i stroskany
- z honorem? -
bo nie tylko silne jest obojętne
ale i chore.
I kroczyliśmy profitów pojętni
bierni aktywiści, w wiecowej awangardzie.
- A może więcej nienawiści
w obojętności
niż w pogardzie?
1981
Może zbytek buntu
niedostatek pokory
jest pychą.
Ale nawet jeśli tak
to czy rozwagą należy mierzyć
także marsze do nikąd?
Czy nadal mamy potulnieć w kulturze
pozbawionej oczyszczających klątw
absurdy pudrować
i gorliwie chałturzyć
dla uczczenia przykazanych świąt?
Czy mamy chełpić się spóźnioną zadumą na rozdrożu
wówczas
gdy trzeba wskazać którąś z dróg
grzęznąc w wykwintnym pustosłowiu
miast prostym słowem
- nawet w przesadnym krzyku ! -
kamieniom być trajektorią
marszrutą szyków?
Czy mamy przymilnie w pogardzie mieć tupet
i za sztandary skrywać oczy
gdy zgniewany manekin wreszcie wypnie dupę i z medali wyskoczy?
Czy nie czas aby na powrót stać się chamem
koniecznie zbuntowanym
i, nie kryjąc wzruszeń,
coś poruszyć,
czemuś zaprzeczyć,
restytuować instytucję wrogów
z grzeczności wyzwalając duszę?
- Żadne ryzyko.
Tak czy owak
nasze życie i tak
zawsze
jest drogą do grobu.
Warto więc jakoś je przeżyć.
po Wypadkach Grudniowych 1970.
Niewiele potrzeba
- odrobinkę czasu
by ze szczęścia wpaść w rozpacz
z uśmiechu do strachu.
Tylko trochę zdarzeń
tylko jakieś zajścia
i od płaczu narodzin
krok do płaczu umarcia.
Niewielka odległość od góry do dołu
niewiele też drogi masz z lewa do prawa
w kieracie żałość i radość harcują pospołu
a pod nimi, jak dusza, rozdeptana trawa.
Reszta to Ty, skrywający w duszy
smutek nie dla oczu, skargi nie dla uszu
i wiedzący że los który jeszcze Cię czeka
to jednak tylko nieznany los człowieka.
6.10.73
Jako zniewagę wspomnisz spokój gdy ziemia drżała
Jak obelgę chwili i fałsz historii
Ale przecież nam nie wmówili, że uszanowaliśmy spokój
- byliśmy spokojni.
I na próżno myśl nękać
Krótką pamięć nużyć
Czy ten spokój był rozsądkiem
Czy rozwagą, tchórzy.
Tylko że dzieci, gdy lata przeminą
Zadrwią, paląc nam znicze i pochodnie: -
- Nie mogliście żyć godnie,
mogliście godnie zginąć.
I potoczą się rzeszą pielgrzymią
Wznosząc gniewne okrzyki
Pod nasze
Bo przez nas wzniesione
Pomniki.
- O czym pisać, kochanie?
Gdzie szukać słów prostych, opanowanych?
Gdzie znaleźć słowa plastry, a nie wykwintne balsamy?
Gdzie są słowa zmartwień bez patosu?
Jak porządek tworzyć, nie uciekając z bałaganu do chaosu?
Jak pisać, kochanie, aby być prościutki i chropawy,
jak deska nieczuły i sękaty?
Jak pisać o zamgleniu, omdleniu, miłości,
przy pomocy słów najprostszych?
Jak pisać, aby być skromnym a w środku pozostać bogatym?
Jak pisać swojsko a nie językiem hołoty?
Jak pisać pięknie bez ochów i achów?
Jak ustrzec się by braku myśli lub precyzji
nie uwznioślać do zdurniałych wzlotów
roztkliwień sztucznych, słów wałachów.
Jak pisać o wzniosłym w relacjach suchych
jak pisać o uczuciach z zawziętą rozwagą
jak opowiadać skrywając, aby się człowiek przemilczanym wzruszył?
Jak pisać, kochanie, aby zasłużyć na miano technika duszy?
Jak pisać, kochanie?
Daj mi fluidy w rękę
Muzo, Jutrzenko, Boże
daj mi fluidy w rękę
rozpal nimi głowę.
Słowa sam wymęczę
i rymy ułożę
ale daj mi fluidy w rękę
Jutrzenko, Muzo, Boże.
Adagio. - Jego melodia niech mnie przypomina.
Tak smutna jak ja,
jak ja bezwolna.
Niech przypomina życie ponure
dolente żałosne
czarno tkane bólem.
Furioso namiętne, całą swoją pasją
niech szaleje agitatem, zanim dźwięki zgasną.
Barbaro nieokiełznane niech całun roztoczy
a doloroso bolesne, kirem zamknie oczy.
Szalejące ardente niech te ognie liczą,
co spopielały w ogarek, miast zapłonąć zniczem.
Niech dół grobowy rozkrzyczy się muzyką,
po tym, co nie odważył się, na własne eroico.
marzec 71
"Adagio" Albinoniego.
Znękany człowiek i jego arlekinada.
Wyznaję milcząc. -
Trwaj w miłości lękliwie
jak maleńki wróbelek
nasrożony i szary.
Zmiętymi skrzydełkami
chroń się od trwożnego chłodu.
Nie przygarnę Cię pieszczotliwie
lecz dyskretnym ciepłem
osuszę łzy pod powiekami.
- Kocham Cię Danko! -
Ten krzyk kryję w krtani.
Może Cię kocham
lecz nie mówmy o tym.
Kocham, kocham
i jestem kochany.
- Lecz co będzie potem?
(Potem się pobraliśmy.)
Nie spotykajmy się
a opowiemy sobie życie już nieznane
nim i sobą zdziwieni, człowieku.
Ale nie spotykajmy się,
tylko w ten poranek
otwórzmy kwiaty i rany,
i w wieczór.
Ale nie spotykajmy się
bo nie starczy odwagi.
Nie spotykajmy się
przytuleni i nadzy.
- Nie spotykajmy się!
I nie mówmy nikomu -
- "Jestem, Mamo".
Pomóż.
/1995 ?/
Zaciśnij swe rany.
Opatrunkiem jeszcze niepewnym.
Jak powieki.
Serce moje mięsem jest plugawym
i w wnętrznościach szamocze się i targa
z obliczem bezsprzecznie koślawym
ze sprośnościami na wargach.
Namiętności w krwi, w tej obrzydłej cieczy,
pienią się zlewem i cuchną ściekiem,
spływając wartko ku przeznaczeniu rzeczy,
jak człowiek za człowiekiem.
A potem, brudy mijając zakosami,
siąpią ciurkiem, fetorem mdłym,
gdy pajacyk pociągnie sznurkiem,
natchniony rozumem swym.
Ach, gdyby mieć pióro piękne
albo palce na klawiszach
wsłuchałbyś się tylko w to co piękne
i nic więcej byś nie słyszał.
Mówiliście że nie będziecie pić
idąc do mnie.
Więc po co?
A ja - jak Laokoon
a może węże
wokół mnie -
bo taki był Laokoon.
Nikt nie wie przez ile ooo...
nawet jaka treść.
Tym bardziej idea.
Bo niby po co
wiedzieć co
lub kto
to był Laokoon.
I balkon był słoneczny
i zdrowsza woda
tylko czas za szybko płynął.
A wiatry słów jeszcze nie przywiały.
Jeszcze nie ruszył wspomnień kierat.
Na razie zapamiętaj więc tylko
że zawsze byłaś tu dziewczyną.
I kiedyś.
I teraz.
P.S.
Nieprawda że czas za szybko płynął. -
On płynął spokojnie.
- Port jeszcze przed nami.
A aby napisać wiersz, trzeba myśleć całe życie.
W oczach Laury, i w jej postawie, była życzliwa gotowość do podjęcia rozmowy i do zbliżenia.
Spokojna wrażliwość na sygnały. - I dlatego napisałem: - Dopiero gdy znikłaś, zacząłem myśleć. Jak Kochanowski - trenami. -
Chciało mi się wyć, ale tylko - jak ja - całą noc skamlałem. - Bo aż tak! ... -
Nie wstydziła się nagości ani zmęczenia a czułość przyjmowała naturalnie. I była bardzo dla mnie pobłażliwa.
Dokuczały jej tylko moje "męskie" zapachy - nikotyny a czasem alkoholu. Bo sama nie była skalana brudem żadnego nałogu. - Jej
można było ufać.
Do kościoła chodziła chętnie ale bez poczucia grzechu. Wierząc w i dla niej pobłażliwość.
Laura, to także temperament. Spontaniczna gotowość do buntu. - Zaabaawne !
- Nie spotykam teraz takich.
W Bieszczadach, deszczową porą
możesz kontemplować anatomię Ziemi.
- I brzuch i piersi
i dołki kuszące łagodną stromizną
i wszystkie inne wzgórki wilgotne ni to deszczem ni to potem
obleczone mgłami jak dymami hut podczas orgii spustu
tkliwią się traw jałowizną
kryjąc chmur warkoczem.
- Ta ziemia kocha.
Zdaje się że możemy przylgnąć do Jej nieziemskiego łona
i - urągając maleńkiej ludzkiej rozpuście -
jak w rajskich oazach unosić się po jeszcze niewydeptanych ścieżkach
nieważkością duszy ulatując w niebiańskie azyle
lotem aniołów i ptaków
ciałom pozostawiając rumieńce zawstydzenia
które ciałami zmażemy na najbliższym biwaku.
- W kosmicznym kochaniu - naturze dla zabawy
ośmieleni nieprawdopodobnym brakiem ciekawych.
Tak jest w Bieszczadach deszczową porą
gdy sennie i gnuśnie,
gdy niczemu nie służy mokra odzież.
- Nim uśniesz.
Ziemio, dług spłacę
milczeniem, czcią, kolędą,
ale czemu, Ziemio, aż tak cię kocham
czemu w pamięci mej zaległaś aż taką potęgą?
(kobieta, nawet gdy naga, jest piękna)
To nic, że opłatkiem sukni
zakryłaś wzgórki i rozwarcie krocza.
To nic.
I tak wszystkie tajemnice
odkryjesz w pieszczotach.
Wnętrzem rozkwitniesz
rozchylisz się na nice
zamilkniesz krzykiem oczu.
Zwilgotniejesz
stężejesz pod każdym dotykiem,
zapachniesz smakiem potu.
Gdy szaleństwo nasze się zawrze
w najdzikszym orgazmie.
Słuchaj - pozostań nagością
zaufaj mi bezwstydem
na spełnienie czekaniem
a może rozkwitniesz orgazmem
gdy ponownie stanie.
A potem, tańcząc swój czarodziejski sabat
ubrana tylko w rozpuszczone włosy
będziesz już pewna że najwięcej kochania
jest w rozkoszach wyuzdanych nocy.
- Obnaż się więc w perwersyjnej swawoli
spręż w rozkoszach bliskim orgiom
bo warta jesteś takich rozkoszy
niepotrzebnie usypianych kołdrą.
1979
Brak mi istoty która by do mnie płakała
a ja bym wierzył że cierpi.
Brak mi istoty która by kochała
a ja bym wiedział że do śmierci.
Nie powiem że brak mi ciebie,
bo nie wiem ktoś ty,
ani że płaczesz, bo czujesz.
Powiem za to prościej:
- Brak mi ideału
a ty na niego pozujesz.
Gdy milczę,
nienawidzę.
Nienawidzę także
gdy skanduję śpiewem
gdy klaszczę
biję pokłony przed trybunami
........
9.11.80
Po co ja piszę...? -
co słowo to wykrzykniki
ale celowo ich brak
- bo to moja spowiedź.
Chcę własne klęski wykrzyczeć
w cudzych klęsk powodzie.
Jak źdźbło na zwykłym ściernisku
na tak zwykłym że aż zwyczajnym
- aż ponuro zwyczajnym -
ale jestem i wrę we wszystkim
jak wulkan
a może jak nadęty czajnik.
- Czy wiesz, jak cierpię, kobieto która straciłaś dziecko?
- Czy znasz moje trwogi, bohaterze wykrwawiany zdradziecko?
Wielkie moje bycie w za obszernej codzienności
w mdłym smutku lub umiarkowanym zachwycie
w kosmicznej rzeczy pospolitości.
(Ewa Pohoska)
Ewo. Ja wiem. -
Łez na pewno nie było.
Ale powiedz czy wstrzymałaś oddech
zacisnęłaś powieki
a może najszersze otworzyłaś źrenice?
- Jak umierałaś - cicho, czy z okrzykiem?
Opowiedz tajemnicę umierania. -
Czy na kolana padłaś do ostatniej modlitwy
czy zamordowana?
- Jak oni mogli?!
- W dziewczęcą pierś!
stworzoną kochającym dłoniom.
* *
*
Mury porastają bluszczem
ale ich rany nie goją się same
w niejednym pozostał jeszcze
ból po rozstrzelanych.
22.04.1987
Ile by nam urosło pięknych kobiet
które by piękno urodziły,
gdyby nie ten dym spod powiek
oczu, które się spaliły.
trzeba być furiatem
- jak Heine, Gałczyński, Majakowski -
a by je czytać,
leciutkim wariatem.
Najlepiej wszystkim po troszku.
Ostatni Żydzi umierali w domach.
(film "Hotel Polanów" - pogrzeb starego Polana)
Potem był holokaust.
Czy zauważyłeś że niemowlę ma podeszwy niebrudne od niechodzenia? - A Sylvia Plath zauważyła. Za sprawą swych oczu.
Czy wiesz że masz prawo do cierpienia? - Dlaczego nie masz więc odwagi? - O cierpieniu chcesz zapomnieć? Nawet przekonać że go nie ma?
W prawdziwych rzeczy dekoracjach odbywa się najżywszy dramat - słabowita ochota do nieistnienia.
Żyć, żyć, ... - po cichu wołasz i cichcem przemykasz.
Dokąd ta droga? Dokąd? - Nawet gdy ma kierunek, nie musi mieć celu. - Dla kogo? Jeśli jest ktoś taki. - Do czego?... Po co...?
Spokój. Spokój. Z odwagi. - Przestań więc być taki nerwowy.
To mówiła Sylvia Plath. Nim targnęła się na życie. Już skutecznie. Opuszczona przez męża, pozostawiając maleńkie dziecko.
Serce, czy skrzydła?
- Co bardziej bolało?
Spokojna wspominasz pegazowe loty.
I jak w sztukę milczenia
się nam wymknęłaś
tamtego roku.
- Dla kogo łzy kryłaś?
pieśniami łkałaś po nocach
śmierci rzucając buntownicze strofy.
A teraz relaksem
się mi przypominasz
jak gniew i żałość
bo tyle zostało.
Jeszcze poezja i prochy.
Oby Twoim wierszem
życie powspominać.
Oby Twoim piórem
choć kropelką potu...
Pragnę miłości nieprawdziwej
ogromnej, niespełnionej
pragnę miłości niemożliwej
rozważnej i szalonej.
Pragnę chmurnego nieba wzruszeń
piorunów oszołomień
ekstazy bólu i katuszy
rozkoszy roztrwonionej.
Widoku pragnę Twego ciała
czujnego niepokoju
którym dojrzałaś
do czerni i kolorów.
Miłości pragnę nieszczęśliwej
całego piękna jej ogromu.
21.09.1987 po filmie "Goya"
Umarło dzieciństwo, ale Wy żyjecie
a obraz dzieciństwa trwogami się oddala
gdy córki przywdziały szaty już kobiece
po to bym z żalu po dzieciach oszalał.
I oto pojąłem ból Jana z Czarnolasu
choć nie takim słowem płacze moje pióro
ale na pewno dorównam Ci płaczem
tak samo wielkim jak Twój za Urszulą.
13.01.1988
Najbardziej boję się wspomnień.
Tych najpiękniejszych.
Bo z żalu po nich, najłatwiej oszaleć.
"Milczenie jest złotem", bajdurzył.
I było - dla tchórzy.
"Kto rano wstaje..." spieszy do pracy
albo zajmuje kolejkę w sklepie
a ten śpi, komu "...daje"
bo on z lepszych a lepszym lepiej.
"Dobra żona tym się chlubi że gotuje..." z niczego.
A czy komu to smakuje? - A co komu do tego?
Fraszki pisane od 1 do 4.11.80.
_____________________________
| wróć do ars |