Filmy

    Lubię filmy dziwne. Tylko je uwielbiam. Np. Wieczorni goście, La Strada, Dworzec dla dwojga, Moskwa nie wierzy łzom i film o cudownej Matyldzie Piołun (?), oraz Dzień świstaka. - Ale lubię też Lecą żurawie.
    Filmy dziwne odkrywają nowe prawdy. Nieznane. O człowieku. Udziwnieniem budując dla nich naszą tolerancję. Także dla tajemnic z nieśmiałości. - O potwornościach (Niebiańskie istoty) i o pięknie (Mój mały książę). Albo o nieszczęściu (Dziewczynka z różami).
    Obecnie nie jestem pewien czy chodzi o film Mój mały książę, czy Mój pierwszy książę - ten drugi istnieje na pewno i zaliczam go do arcydzieł.

The Stranger” (?)

    Ten film pokazuje Bogu jaki świat powinien stworzyć. W którym możliwa jest sprawiedliwość. - Szkoda że powstał tak późno - był potrzebny przed Stworzeniem.
    Ponieważ nie jestem pewien tytułu, dodam, że w filmie tym, zamordowana dziewczyna wraca jako Przybyszka i dokonuje zemsty. Zabijając kolejno motocyklowych gangsterów.
    Niespotykana prostota. Genialna komiksowa naiwność. Nieprawdopodobnym zaspokaja wymarzone. - A melodia, jak cały ten film - jestem tego pewien - łączy mnie z Zaświatem.
    Widziałem to i słyszałem już wiele razy. I nadal oglądam. Już pewien że rozum i piękno nie muszą być „wzniosłe intelektualnie”.
    - Nieporadna i ospała ludzka zapobiegliwość - miłym, z lekka satyrycznym, tłem. - Potrzebny genialny reżyser i genialni aktorzy, by snuć ją zaledwie szkicową mgiełką prawdziwie ludzkich, śmiesznych odruchów. - A tę dziewczynę gra amatorka, 7-krotna mistrzyni świata w kiksboksingu.
    To film o pięknym i słusznym zabijaniu. (!) Którego sceny są czytelne bez „psychologicznego przygotowywania”. Od razu i jasno. A każdy zawsze jest sobą i inny od pozostałych. W ruchach i w mowie, fizjo- i psycho-logicznie.
    Spiekota i lenistwo. Powolny ruch kamery...

    Zemsta to odwieczna ludzka potrzeba. To bezrozumne prawo człowieka. Sprawiedliwość i zwycięstwo. - Ale gdyby nie przeszkadzało jej prawo, ludzie by się nie ostali.

    Ale prawo okaleczyło mężczyzn. - Mężczyzna nie ma już prawa bronić kobiety, nawet swojej - musi iść z tym do urzędu, ze skargą. Domagać się, skamleć.

„Leon Zawodowiec”

    Kochamy mścicieli wymierzających sprawiedliwość. Gdy prawo drwi z przestępców i z biedaków.
    Przecież to też biedak. Sam sprząta, prasuje. Mieszka w samotności. I kocha roślinkę. - Film o naprawdę normalnych ludziach. O ich najprawdziwszych reakcjach w każdych okolicznościach. Film o miłości i dobroci. I o cierpieniu. - Życie.
    I stała się światłość. Gdy Leon otworzył drzwi dziewczynce. Której nie znał. Choć mieszkali w jednym domu.
    Film o tym, jak trudno poradzić sobie z dobrocią. Zło upraszcza życie.
    Jak poradzić sobie z dobrocią? Której nigdy nie zaznaliśmy. - „Zmiany nie są dobre”.
    Nieprawdopodobnie dobry film. Cały. - A ile w nim symboli! Będących najprawdziwszymi kawałkami życia.
    A na końcu Matylda opowiedziała pani (w szkole) prawdę. - Nie będę wyjaśniał co chcę przez to powiedzieć - genialny reżyser w tym filmie też nigdy tego nie robi.
    - Kto wie, czy to nie najlepszy film świata.

    Szkoda tylko że Leon to zapóźniony analfabeta, o wzruszającej wrażliwości Frankensteina czy King-Konga. I że po tym filmie każdy szczeniak chce być taki.
    - A najbardziej upraszcza życie, samotność.


Ona chce być obojętna.

„Trzy kolory. Niebieski”

Kiedyś nie wierzyłem że Kieślowski jest genialny.

Epizody bezskutecznie tkane w życie nieważne.

- Ona nie chciała płakać.-

Inni też byli tacy. Bo to ich miały ożywić dziwactwa w telewizji.

Nie wiem czy widziałem film piękniejszy. Którego aż tak nie można opowiedzieć.

- O! Muzyko!

O! Wielkości...

- To było dnia 10.03.2002.

A 13.03.2002 Kieślowski (i Piesiewicz) opowiadał o swym widzeniu świata. - Nieprawda że chcemy być równi - każdy chce być lepszy od innych. - Powinniśmy się wyzwolić przyznaniem do tego.
    Kieślowski pokazuje mimochodem nowe prawdy najważniejsze. Które dostrzegł jako mędrzec, a którymi potrafił zainteresować jak największy artysta.
    Świat się oddalił. Na odległość z której łatwiej się do niego zbliżyć, albo oddalić. Czynami tylko zaczętymi. - Ten film jest genialny każdym kadrem.


9.03.2003

    W dniu tym było jeszcze inne arcydzieło - „Kobieta samotna”. Prawie tak straszne, jak „Złodzieje rowerów”. - Powinienem unikać takich nastrojów. 

„Początek”

 Panfiłow i Czurikowa.
    I nic więcej. -
 - Tylko afisze pozostały.
    To genialny film.

Filmy prawdziwe:„-” z Demi Moore jako Debbie i z równą jej trójką wspaniałych partnerów. - Genialne! (z 1986). Dramat o najnaturalniejszych trudach miłości. A taki dowcipny!  Uszczęśliwiający. Jak niegdyś „Kochanica Francuza” (ale Kochanica zwróciła nam uwagę na to, że miłość zawsze była trudna, nie tylko kiedyś, w przyzwoitych historycznych czasach, ale tak samo w naszych, cynicznych, że cynizm kryje naturalne lęki ludzi prawdziwych, najzwyczajniejszych, słabych). - Najcudowniejsze są arcydzieła życzliwe. - W tym samym czasie, dnia 3 lutego 2002, gdy  w TVP3 (Katowice) był ten film o Debbie (Demi Moore), w TVP2 była komedia „Romans z duchami” z 1998 (widziałem tylko jego połowę). To był dobry film, na podobny temat, i z co najmniej dwoma dobrymi rolami (duchów), ale nie taki był scenariusz, nie taka reżyseria, i z tego powodu film godny uwagi, ale nie arcydzieło. - A w kanale tvn leciał wtedy inny ciekawy film - „”, o poszukiwaniu naturalnych rodziców, z jedną z moich ukochanych aktorek (karmiąca matka) i całą plejadą jej równych. To bardzo dobry film (z 1996), bardzo dobrze reżyserowany. Artystyczna rozrywka, ale bez poważnego przesłania (w naprawdę dobrej komedii nie zawsze ono potrzebne). - Wyjątkowa obfitość rzeczy wartościowych a pięknych. Udanych, zwariowanych.

Zimny pocałunek” - dziewczyna o twarzy i duszy anioła (Molly Parker), uprawia seks z trupami. Kocha. Dziewczyna o wielkiej kulturze. Delikatna. Subtelna. Dobra. Przekracza granice. - Prawda o ludziach jest także w perwersjach.

Współlokatorki” - prawda o ludziach jest także w ich dziwactwach. - Wzruszający obraz życia i przyjaźni. Cementowanej dziwacznością. Nieprawdopodobnie dowcipne dialogi niby nie na temat. Tworzą konsekwentną akcję i klarowną charakterystykę nieprawdopodobnych a najprawdziwszych (najmożliwszych) postaci. Odważnych dziwaczek. Mądre dziewczyny życzliwe ludziom kpiącą dobrocią. Odważne aż tak, by żyć prawdziwie. By nie działo się nic ważnego. - Także ten film dowodzi tego, że dobrych aktorów jest dużo więcej niż popularnych. Gdy pojawi się dobry reżyser i scenarzysta. - Wiele w tym filmie współczucia.

A inny film, o 11-letniej dziewczynie i jej 9-letnim bracie, konwojowanych przez młodego karabiniera do jakiegoś Domu Dziecka (bo matka w więzieniu), widziałem co najmniej 3 razy. - Rodzące się dobro, które zasmuca. Bo niemożliwe. Narażane prawdą. - One wiedzą że karabinier poniesie karę za to dobro które powstaje w jego bliskości. Zaskakuje uczuciami w tej bliskości poznawanymi. Szczęściem więzi dotąd nieznanej.
    Przegrani kruchością dobra niemożliwego, coraz odważniejszą radością, lojalnością, które też nie przetrwają, bo są tylko epizodem niewiadomo czemu zaistniałym. Spotkaniem człowieka dobrego. Coraz śmielej bronią swego zdziwienia dobrocią. W oazie ludzi odpychanych. Obcej naturze.
    Te gesty zupełnie nowe. Współczujące obietnice. - Coraz odważniej się cieszą.


    Kiedyś usunąłem stąd listę filmów które zrobiły na mnie wrażenie. Szkoda. Ale od czasu do czasu wydaje mi się że w ich opisach znów nagromadziłem za dużo tych samych słów, tego samego zachwytu. A to mnie kompromituje.
    A bezgranicznie brzydzi mnie kino o poziomie telenoweli i z pod znaku Harlekina.

„Lecą żurawie”

1957, Grand Prix w Cannes

    To Tatianę, a zwłaszcza jej oczy, uczciłem linijką: Wiem. Nie tylko w Niobe opisano boleść okrucieństwem wspomnień. I że wspominać trudno, gdy wspomnienia żywe.
   
- Więcej nie potrafiłem. -

    Nie tylko oczy
    marmur
    twarzy.
    ?

Vivien Leigh, to mistrzostwo, Samojłowa, prawda w całopaleniu.

Rzęsiste łzy leję za każdym razem.

Lecą żurawie”, to niewątpliwie Kałatozow - bo niby dlaczego każda rola jest tam dobra? I operator. - Nawet propaganda tylko westernowo-odwilżowa. Nie potrafiła zaszkodzić.
    Oleg Bałatow potwierdzał i później swój talent (choćby w „Moskwa nie wierzy łzom”), Tatiana już nie mogła - ona znikła całospaleniem. - Jej następne role, to nawet nie usiłowanie. Bo powtórka nie była możliwa.
    - Kocham Tatianę. Ogromną miłością. Moich za małych słów. - Największą aktorkę. To nic że jednej, bo najprawdziwszej, roli. - Niezapomniane oczy Tatiany!
    A propaganda była westernowa, bo było to po śmierci Stalina. - Już trochę było wolno.


„America, America”

Elia Kazan, scenariusz i reżyseria

- Lubię arcydzieła.

„Obywatel Welles”

Straszny film o wszechmocy. Walka Orsona Wellesa o „Obywatela Kane”. Walka, a nie szat rozdzieranie. Się gniewanie. - Ale ja nie mam innych możliwości. Tylko się gniewać.
    Pocieszające jest to, że czasem komuś się udało.
    A gdy to pisałem, w TVP2 było Requien Mozarta.

„Nieskończoność”

O młodym Feynmanie. - Zastanawiająco pokazał go młody Matthev Broderick. Jako nie tego co to był tym zwyczajną radością obojętnym, co to grał tak sobie na bębenku, życzliwy ludziom, spokojny z fizyką i bez niej. - Feynman kochał uczuciami izolowanymi. Oddzielającymi geniusz od obłędu. Wspomnienia od psychiki.
    Właśnie stąd ta dziwna miłość i lojalna opieka. A potem nie poszedł nawet na pogrzeb, tylko teściom odwiózł zwłoki.
     Był sam, nie rozumiejący.
    - Nie chcący rozumieć? -
    Nie pozwalał wybuchnąć nadwrażliwej wyobraźni. Broniąc się tak przed nieustannie grożącym mu przekroczeniem jeszcze bezpiecznego braku równowagi. - Geniuszom nie wolno przeżywać swoich wielkich uczuć. Bo nie można mieć wszystkiego. - Musi im wystarczyć ogromna radość stworzenia.
    Film ten tłumaczy i moje zachowanie. - Chciałbym go jeszcze obejrzeć.


  Myślę że Feynman, podobnie jak ja, czuł się winny z powodu swej inności uczuć. Prawdziwszych, uczciwszych. I przez to, jak ja, był bliższy szaleństwa. A w końcu i tak zrobiliśmy niewiele.
  Arlin 
Nieskończoność".

     Uwielbiam filmy dziwnego nastroju. I chciałbym mieć je na wideo. Jak to dziwne angielskie „Jezioro łabędzie” z mężczyznami.

    A oto słowa piosenki z innego wspaniałego (dziwnego) filmu:-

„Czy na Ziemi jest życie
a życie po urodzeniu ...”.

    - Kiedyś o filmie „Idioci” napisałem, że on w intencjach podobny do wspomnianego, choć w „Idiotach” już są niebezpieczeństwa bycia innym. Nawet gdy tylko w grze, bo tam i gra dzieje się w normalnym (!) życiu. - Ale teraz nie wiem o co mi chodziło, bo w ogóle nie przypominam sobie filmu „Idioci” (bo widziałem go tylko raz, a tamten, z piosenką, chłonąłem wielokrotnie). 

 Dolina Issy”

Film Tadeusza Konwickiego. - Życie płynie pięknie. Podglądane przez ludzi i demony. Przez sprawiedliwość. - Raduje ta życzliwa zgoda. Na porywy i równowagę. W łaskawości i w przemocy.
    A poezja jest piękna. Z korzeni tamtej i tej ziemi.
    Pobożność z samego siebie. Z nieba, z ziemi i wody.
    Życie jest religią. Która wystarcza.
    - „Nie wiem czy to grzech, czy co innego.” I nie powiedzą nawiedzeni.
    Nie uciekniesz przed życiem. Lepiej się z nim zgodzić.
    „Nie miej litości dla ludzi. Ludzie łatwo giną.” - Nie wiadomo z jakiego są świata.
    Ale uczucia mają na twarzach.
    Życie jest znośne póki jest krzątaniną.
    W życiu będzie co ma być. - Nieszczęśliwi są ci, którzy tego nie rozumieją.
    Poddaj się życiu.
    Albo skończ je całopaleniem.
    - Patrzyłem na ten film i notowałem. Jak wtedy gdy odkryłem że Ty też jesteś wyspą.

„Kronika wypadków miłosnych”

Film A.Wajdy, wg T.Konwickiego (1986). - To też zupełnie inna historia, której nie potrafię opowiedzieć. Mimo, że kilka razy ją widziałem. I że jej spełnione już przeznaczenie, znam. - To zupełnie inna historia. Zmarłych, którzy dopiero zaczynali żyć. I zagłady ich otoczenia.
    Opłakujemy ten baśniowy świat. Dobrych ludzi. Bez odrobiny zła. W którym nawet niezręczność brała się z życzliwości. - Szkoda tego cudownego świata i tych delikatnych, dobrych ludzi.

„Śmierć komiwojażera”

- Czegoś aż tak strasznego, na pewno już nie zobaczę. Jak „Złodzieje rowerów”.

„Złodzieje rowerów"

to film który aż tak mnie przygnębia, że nie mogę go oglądać. Jestem nim aż tak wstrząśnięty, że szkodzi to mojemu zdrowiu. Arcydzieło o nędzarzach, przepełniające mnie bezgraniczną rozpaczą. Ponad moje siły!!!
Kochany de Sica. 

„Czas odnaleziony”

film francuski. - To są duchy tych ludzi. Żywych nie dostrzegają. Przemykające przenikaniem. - Tacy delikatni we wspomnieniach. Tacy, nawet gdy źli, dobrzy.

Moje chaotyczne życie nie wypielęgnowało wspomnień. - Jak ja bym chciał żyć we własnych wspomnieniach. W nich odchodząc. Po życiu nie godnym uwagi.

Dziewczynka z różami”. - „Tam śpi jakaś dziewczyna”, z  krwią na ustach. (film kolumbijski 1998).

Psy” - smutny film o okrutnej rzeczywistości i jej beznadziejnie skomplikowanych prawach. Wybitni artyści nawet w epizodach. - Okrutne także jest to, że takie szmiry jak „Terminator” i takie prymitywy jak Schwartzeneger, znaczą więcej.

Twister" - dla mnie film kultowy. Podobnie "Trenage Bonnie and klepto Clyde".
    Ale w ogóle nie pamiętam o czym on. Nawet nie przypominam sobie czy go już widziałem - Dlatego w październiku 2003 zacząłem oglądać filmy wypożyczane z księgarki. I tak, po kolei (w nawiasie ocena - od 0 do 5):

  1. Pianista” Romana Polańskiego - arcydzieło (5), najlepszy film o bestialstwie.

  2. Desperado” (ze względu na Hajek) - może być (3), choć daleko mu do Przybyszki.

  3. W sieci” (ze względu na Demi Moore) - dno, czyli (0), czyli mędrkowanie i flaki z olejem.

  4. Twister - dobry film katastroficzny. I dziwny - ale czy dość? (4)

Twister" to rzeczywiście coś nowego. Film katastroficzny, ale bez szmiry płonących wieżowców i portów lotniczych. Film o sympatycznych pasjonatach narażających życie w pospiesznych gonitwach za tajfunami. Ale nie odkrywa żadnej wielkiej tajemnicy. Wielkiego, wyzwalającego dziwactwa - jak np. film „Eine Liebe fur Lana", o Lanie i o hydrauliku Marty (Daphna Kastner i Clark Gregg), o którym Lana myślała że to facet z ogłoszenia matrymonialnego. - To cudowny film! - A jeszcze bardziej, film z moją ukochaną piegowatą z zadartym noskiem i z jej równie zwariowanym bratem gitarzystą i bogatym, nie wiadomo dlaczego, ojcem (szczupły, czarnowłosy, bardzo dobry aktor, choć nie robiący za gwiazdora).
    „Twister”, to przepiękne samochodowe kawalkady. Wirujący wiatraczek i wstążka trzepocząca na dachu pędzącego samochodu. Dziwnie potrzebne. Artystyczne. - Ludzka odwaga, a nie nadludzka. Naturalna, a nie, budowana w sensacyjnych flakach w oleju. - A w grze Helen Hunt są aktorskie rodzynki w postaci życzliwych a niepokornych grymasów (?) na mgnienie oka. „Mimochodem”. Na poziomie artystycznych wyżyn.
    Cudownie grają ludzie, pejzaże i samochody.

    Obejrzałem „Twistera” 3 razy w czasie weekendu. I doszedłem do wniosku że to dobry film, ale że wolę filmy dziwne bez katastrof. Nie rozpraszające uwagi fajerwerkami. Bo mające aż tyle! do powiedzenia. A jeszcze bardziej uwielbiam samo dziwactwo - bez akcji. - Efekty nam zohydzono. Prymitywnymi filmami akcji i reklamami. Bez przesłania. Gangsterskimi strzelaninami, wszystko jedno, ludzi czy robotów.

A tego mojego pieguska z zadartym noskiem chyba widziałem dzisiaj (25-10-2003) w żałosnym westernie „Wśród swoich” z 1995. Ona, to może Sissy Spacek - było tam takie nazwisko. Ale piegusek był tam już babcią. - Szkoda. - Zaś Sissy Spacek to cudowne imię i nazwisko. Bardzo pasuje do pieguska. Ale to może nie jej imię i nazwisko. - Gdybym miał dostęp do Internetu, pewnie bym już to wyjaśnił.
    - Już mam - to moja ukochana Sissy Spacek

   
A wracając do Twistera. - Po kilku tygodniach olśniło mnie, że ukrytym przesłaniem tego filmu jest to, że cokolwiek może być ideą fixe. Że czemukolwiek można bez reszty poświęcić siły i czas, życie. Że najdziwniejsze mogą być pasje. - Te gonitwy (za wiatrem) są trochę żartem. - I teraz Twister wydaje mi się jeszcze większą sztuką. I spokojniej znoszę jego niesłabnące wspomnienie. Radośniej.

A orkiestra gra dalej" - doskonały dokument sfabularyzowany o odkrywaniu AIDS. Skromnie prawdziwy i cudownie życzliwy gejom.

Kultowym pozostał także staruszek „Basen", z Romy Schnaider i z Allan Delon.

Czarny Orfeusz” Marcela Camusa, chyba z Hary Belafonte [Nie - to Breno Mello]. I ten skromny gitarowy motyw, który potem orkiestrowano w arcydzieła.


Film dyplomowy Magdaleny Łazarkiewicz o umieraniu, zrealizowany pod opieką Krzysztofa Kieślowskiego (tytuł przegapiłem). O ohydzie nędzy szpitala państwowego. I pacjentów bez protekcji. - Znam to z autopsji. Tą fizyczną bezsiłę i psychiczną bezradność.
    Bezwład śmierci. Coraz bardziej kłopotliwi pacjenci. Trudni. Nikomu niepotrzebni. - Obłuda. Zniecierpliwienie coraz gorzej ukrywane. Atmosfera hospicjum.
    (Później okazało się, że w naszej, nowej, demokracji, jest jeszcze gorzej). 

Albert Finney - najtragiczniejszy i najprawdziwszy pijak w historii kina. - „Pod wulkanem", reż. Huston.

Pamiętam japoński film o czteroosobowej rodzinie mieszkającej samotnie na małej przybrzeżnej wyspie - rodzice codziennie wielokrotnie wiosłowali po "słodką" wodę, potrzebną także do nawadniania roślin. - Widziałem go na seansie studyjnym w Klubie Filmowym.

Sezonowa Miłość" w reżyserii Andrzeja Wajdy. - Ja też, gdy zgubiłem pędzel do golenia, uważałem to za stratę. Ja też, nędzarz, nie chciałem być hołotą.
    Tragiczne i żałosne. - Nie miałem tej lekkomyślnej odwagi by żyć tak jak chcę. By, jak np. Górecka-Damięcka czy Nina Andrycz, wygrać życie.
    Anna Polony tak mnie zawstydziła. I Wajda i Binczycki i Nowicki. - Choć prawdę mówiąc, wstydziłem się zawsze. - I teraz nie wchodzę do kawiarenki, bo boję się że jest w niej za drogo. Że mi nie starczy na kawę. Na piwo.
    Szkoda mi pieniędzy nawet na bilet tramwajowy.
    Całe życie oszczędzałem grosze. Z biedy, z rozsądku, z uczciwości. Wiodłem wylęknione życie prostaczka. Ostrożnego, lękami przyzwoitego. Ze strachu przed przyszłością. Zależną od ludzi.
    Zawsze paraliżował mnie brak nieodpowiedzialności.
    Trwa to nadal.
    Strach przed nędzą paraliżuje.
    Ale moja nędza jest prawdziwa. Bo naprawdę nie stać mnie np. na włóczęgę z noclegami nawet w najtańszych hotelach, z posiłkami w najobskurniejszych knajpach albo kwaterach.


W poszukiwaniu zagubionego buta”.
- Też bym szukał. Też z biedy. Ale zniechęcenie, już lenistwo, ocaliło by mnie od zatracenia.
    Iza Dąbrowska. Wspaniała, dotąd w ogóle nieznana mi aktorka. Nie wiedziałem też, że Izabela Cywińska potrafi coś takiego (wyreżyserować).

Pamiętnik jego żony”. Kolejne arcydzieło kina radzieckiego - film nie do opowiedzenia. O znaczeniu rozmów nieważnych. O życiu w emocjach opanowanych łagodnością obyczajów.
    - „A potem ja umarłam”. - powiedziała.
    Film niepodobny do gry komputerowej.
    Zdaje się że kino radzieckie zrobiło najwięcej najlepszych filmów. A może kino rosyjskie. Ich sztuka.

Córy szczęścia” Mészáros! Drozdowa! I reszta!

Także Nina Andrycz jest największą pisarką

I zawsze była dla mnie imponującą aktorką i osobowością.

    - Która, jak Ona, przyzna się do tego że piła łzy i spermę kochanka? -
    Nie jest Ona gorsza od Romain Rollanda czy Dostojewskiego. W Jej autobiografii „My rozdwojeni”, każdy akapit zawiera głęboką i artystyczną myśl. Jak u Szekspira jest definicją. - Potrafiła i miała odwagę żyć z równymi sobie - bo Jej kultura była wysoka. Odziedziczona.
    Ogromna siła jest w Jej swobodzie.
    Nina Andrycz jest zubożałą, ale nie zdeklasowaną ziemianką.

    Kulturą nie jest kultura nabyta w czasie jednego życia - kulturą jest tylko błękitna krew. Wyhodowana w wielu pokoleniach i nie zatruta żadnym upadkiem. (Nie wystarczy praca nad sobą - by doróść do awansu. Kulturę się ma bez pracy - praca jest potrzebna tylko do tego, by ją wyhodować tam gdzie jej nie ma. I pielęgnować.).
    Ja, gardzący parweniuszami, przy Ninie byłbym skromny. Ucywilizowanym chamem.
    Nie zeszmacił jej nawet Cyrankiewicz.
    Wielkość to kwestia uznania. - Dla mnie Ona jest największą pisarką.
    Była partnerem silnych i wielkich.

„Nie zabijajcie kobiet

    „Kochałam go”. - zaczęła Maria Luiza Cristescu, i tak jak Fitzgerald („Powrót do Babilonu”, „Berenika obcina włosy”) czy Saganka („Pewien uśmiech” i coś jeszcze, równie pięknego), napisała kronikę. Jakby bez wysiłku. Relację w czasie rzeczywistym. Notując bez pisarskiej chytrości. - Inni, robiąc to samo, piszą sentymentalne pamiętniki.
     - To, obok „Niobe” Gałczyńskiego, moja najukochańsza książka. - Kocham też Marię Luizę.
     Ale Saganka doczekała się chociaż wspaniałych filmów (ekranizacji). A Marii Luizy nie ma nawet w bibliotekach.

„Uciec od zapachu świec”

    Ludzie są z natury dobrzy a podli dlatego że żyją w takich warunkach - mówi Krystyna Pająkowa. - Człowiek gdy jest sam, jest szlachetny. Człowiek mimo ohydy, krzywdy, oczywistych absurdów, może zachować wiarę. Zwłaszcza gdy musi. Ale dlatego nienawidzi.
    Całe zło polega na tym, że ktoś uzurpuje sobie bestialsko władzę a nie posiada żadnych zasad, bo jest pospolitym chamem. Człowiek kulturalny, nawet podły, potrafi przestrzegać zasad gry, a cham bydlęcieje coraz bardziej.

    Nie uciekaj od chama, bo cham ma kompleksy i pomyśli że go lekceważysz, a chyba wiesz kto ma władzę.

„U kresu” - film węgierski

    Film statyczny, oparty na stylu biblijnych przypowieści - dialogi i wolne tempo. I tymi środkami osiąga wspaniałość.
    Reakcje ludzi bez emocji, zachowanie ich takie, jakie wypływa z wewnętrznego nastroju, z charakteru. Bez manifestacji towarzyskiej aktywności, bez pozy w którą wpędza nas zażenowanie, skrępowanie bliskością drugiego człowieka - obserwatora. Film ten fascynuje odkryciem że byśmy chcieli aby tak właśnie było, bez niezwykłego napięcia w zwykłym obcowaniu, bez tchórzliwej potrzeby świadczenia sobie usług, wzajemnego zabawiania, nawiązywania kontaktu. - Żyli ludzie obok siebie, może trochę z sobą, ale po swojemu. Nikt nie musiał dostosowywać się do drugiego, czuwać aby nie urazić, aby nie wydać się dziwnym, innym. - Całkowity relaks.
    Gdyby zarzucono nas takimi filmami, może byśmy znaleźli formułę na własne, swobodne życie.

    - Ale może życie by ta to nie pozwoliło.

Fleszarowa-Muskat

    Twórczość Stanisławy Fleszarowej-Muskat można nazwać jednym ogromnym tytułem - NOSTALGIA.
    Ona bardzo tęskni za ojczyzną i życzliwie sądzi, że my także. Dlatego ciągle myślą wraca do byłej ojczyzny a my w najnaturalniejszy sposób towarzyszymy jej w tym powrocie.  Razem wracamy do nieistniejącej ojczyzny z istniejącego państwa, które, z jakichś cudzych wyroków, zastępuje nam ojczyznę. Z cudzych wyroków i z naszego podłego strachu.
    Pisarka wraca z literackiej rzeczywistości do literackich wspomnień, poprzez byłe cierpienia. Z obecnych do byłych, kontrastując je z niewygodami które znoszą inni.
    Jest bardem narodowych nieszczęść, opiewającym narodowe niepokoje.
    Przekonywuje że nieszczęścia wyróżniają nas spośród innych narodów. A zwłaszcza sposób w jaki je znosimy. - I to pozytywnie.
    Nie wyjaśnia czy to rozsądne poświęcać się dla ojczyzny, ale że to piękne. Najpiękniejsze. - Przynajmniej tak kiedyś było.
    Stanisława Fleszarowa-Muskat twierdzi że nasz obecny styl stworzyło nasze tchórzostwo, czyli ciągły strach. I rezygnacja z racjonalnego działania indywidualnego w tym morzu bezmyślnej, zarozumiałej dyktatury.
    A niniejsze świadczy o tym, że w komunie kochałem ojczyznę. I że dużo mniej, rodaków.

    Tylko Nałkowska w „Medalionach” wzniosła się do uzwyczajnienia nadzwyczajnego barbarzyństwa, osiągając naturalną grozę. - Fleszarowa mówi zwyczajnie o zwyczajnych nieszczęściach. O tych codziennych.

Kobiety

Camille Cloudet, rzeźbiarka, kochanka Augusta Rodena. Jej brat, poeta.
Hanna Krall, Anna Binkot, Maria Janion. - Wyraźnie wyrosły ponad mężczyzn.

   
Maria Goeppert-Mayer, Lise Meintner, … No i Skłodowska. Ale ona jest pomnikiem. - Co innego śliczna, mądra i inteligentna Zofia Kowalewska, która po to wyszła za mąż, by wyjechać z carskiej Rosji i studiować matematykę, na co jednak wtedy, jak głoszą niektóre źródła, i na Zachodzie (w Szwajcarii?) jej nie pozwolono. Ale Mały słownik matematyczny informuje, że była profesorem uniwersytetu w Sztokholmie i członkiem Petersburskiej Akademii Nauk. A żyła tylko 41 lat.

    I bardzo kocham Anię z Zielonego Wzgórza, wykreowaną przez Megan Follows (?) w kanadyjskim filmie z 1987 o cudownych ludziach. - Czy w powieści też ona aż tak piękna?

_____________________________

Zobacz więcej - kliknij.